środa, 30 sierpnia 2017

- 3.8 -

Michał wylądował na dachu jednego z budynków na obrzeżach miasta, niemal natychmiast chowając skrzydła. Może i wiedziałby, gdyby ktoś wodził za nim wzrokiem, ale nie chciał kolejny raz wymazywać jakieś nieszczęsnej duszy, nawet ułamka jej wspomnień.
Westchnął ciężko, a w myślach wysłał wezwanie. Rozejrzał się uważnie, po czym zawiesił wzrok na jednym z domów. Rodzeństwo biegało po trawniku za psem, a w oknie dostrzegł twarz kobiety, która była ich matką.
Przygotował dla Aksel spokojne i radosne dzieciństwo, ale Ojciec zmienił jej przyszłość. Czy był w tym sens? Nie potrafił stwierdzić. Na pewno to, co przeżyła ta dziewczyna, sprawiło, że miała dość sił, aby stanąć przed samym Lucyferem, a nawet go pokochać.
– Chciałeś się ze mną widzieć. – Usłyszał za swoimi plecami, ale nawet nie drgnął. Wskazał dłonią na dom z numerem czternastym. Dokładnie ten. przed którym biegały dzieci.
– Pamiętasz, gdy ją pobłogosławiłem i zostawiłem pod twoją opieką? – Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
– Oczywiście. – Anielica stanęła obok Michała i również uśmiechnęła się na to wspomnienie. – Wyjątkowa dusza.
– Yhm... – Mężczyzna przytaknął w zamyśleniu. – Wychodzi za mąż za Lucyfera.
– Jak to? – W damskim głosie wyraźnie można było usłyszeć zaskoczenie, ale po chwili pierwszy szok minął, a anielica zaśmiała się radośnie. – A więc się jej udało!
– Tak. Odzyskała pamięć, a naszego brata owinęła sobie wokół palca. – Michał z rozbawieniem pokręcił głową. – Mają na siebie kojący wpływ.
– Kto by pomyślał, że ten pulchny bobas, który obijał się o wszystko, gdy uczył się chodzić, wyrośnie na kobietę idealną dla samego diabła.
– On. – Anioł spojrzał w niebo, a uśmiech na jego twarzy trochę przygasł. – Czasami mam wątpliwości i zastanawiam się, czy aby Lucyfer nie miał racji, co do naszego Ojca.
– Michale... – Położyła dłoń na jego ramieniu, a w jej oczach nie widział potępienia, czy strachu, lecz zrozumienie. – Wątpliwości to rzecz...
– Ludzka – dokończył za nią i uśmiechnął się cynicznie. – Lecz my nimi nie jesteśmy.
– Masz rację, nie jesteśmy ludźmi, ale możemy się od nich uczyć. – Kobieta zaplotła ręce na piersi, a wzrokiem wodziła po domach w dole. – Gdy wyznaczyłeś mi zadanie opiekowania się tą duszą, nie mogę powiedzieć, że byłam tym zachwycona. Raczej uważałam, że to zadanie poniżej moich umiejętności. Nawet przeszło mi przez myśl, iż to kara, choć nie wiedziałam za co. Ale z czasem, gdy obserwowałam jak Aksel dorasta, uznałam to za nagrodę. Już jako dziecko była niezwykła. – Zamyśliła się na chwilę, a gdy spojrzała na Michała, uniosła wysoko brwi. – Wiedziałeś, że mnie widziała? I uprzedzając twoje pytanie, tylko ona.
– Nie miałem pojęcia. – Archanioł przyznał ze spokojem. – Było chyba tylko kilka przypadków w dziejach świata, gdy ludzie potrafili nas dostrzec w niefizycznych formach.
– I dziś są uznani za świętych. – Skinęła głową. – Ale chodzi mi o coś zupełnie innego. To ona nauczyła mnie współczucia. Pokazała mi, że nawet ktoś z pozoru zły, może być tak naprawdę dobry, tylko się pogubił, a przecież to właśnie my powinniśmy to wiedzieć. Dostajemy zadanie i je wykonujemy, bez rozważania dlaczego. Walczymy z piekłem o dusze, jakby były walutą. Jesteśmy egoistami.
– Tak powiedziała o nas Aksel? – Michał zmarszczył brwi, przypatrując się uważnie kobiecie.
– Nie. – Potrząsnęła energicznie głową w zaprzeczeniu, a loki podskakiwały wokół jej twarzy. – Ja tak twierdzę. Sama nie raz miałam wątpliwości co do sposobu w jaki działamy, co do tego jak traktujemy ludzi. I nie uważam, żeby zastanawianie się nad tym, było czymś złym. W innym przypadku chyba zostałabym ukarana. Wątpię, żeby o mnie zapomniał.
– Więc co? Kwestionowanie woli Ojca jest rzeczą dobrą?
– Och, Michale. Bierzesz wszystko zbyt dosłownie. – Anielica westchnęła głośno. – Czasami na sprawy należy spojrzeć po ludzku, ale to ty jesteś archaniołem i nie chciałabym cię pouczać.
– Właśnie to robisz. – Mężczyzna uśmiechnął się szeroko. – Ale odbiegliśmy od tematu tego spotkania. Jak już powiedziałem, Aksel wychodzi za Lucyfera. Chcą złożyć sobie przysięgę za równy miesiąc.
– Domyślam się, że ty masz ją przyjąć.
– Tak. Świadkiem Lucyfera ma być Theodor.
– Ten demon? – Anielica nie ukrywała zaskoczenia. Przez chwilę wpatrywała się w Michała z otwartymi ustami. – Ale on w ogóle może?
– Aksel nie widzi przeciwwskazań, poza tym bardzo go lubi.
– No w porządku, ale co ja mam z tym wspólnego?
– Ona ma tylko ciebie. – Michał uśmiechnął się smutno. – Dla świata umarła, a ty byłaś przy niej od dnia narodzin, choć nie jest tego w ogóle świadoma.
– Chcesz, żebym...
– Nie. – Pokręcił głową. – W imieniu Aksel, proszę cię, abyś została jej świadkiem, ale z własnej woli, a nie z mojego rozkazu.
– Nie mogłabym jej odmówić.

***

– Lucyfer – jęknęła do telefonu. – Miałeś tu być!
Sprawy się pokomplikowały i nie zdążę.
– Ale obiecałeś. – Niemal tupnęła nogą, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Światłości ma – zaczął łagodnym głosem, a ona przewróciła oczami.
– Nawet nie zaczynaj. Jestem na ciebie zła.
Przepraszam, ale co mam zrobić? Zostawić te wszystkie dusze, żeby się błąkały?
– Nie – wyszeptała i usiadła na łóżku. Westchnęła zrezygnowana. – Nie możesz tego zrobić.
Wiesz, że chciałbym być przy tobie.
– Tak, wiem. – Aksel energicznie potarła czoło. – Po prostu nie wiem kogo on przyprowadzi, a z anielicami nie mam dobrych skojarzeń.
Luna była aniołem, tak samo jak Wasi – przypomniał jej usłużnie Lucyfer i po samym tonie jego głosu wyczuła, że się uśmiechał.
– Mishaja również, a w dodatku miała obsesję na twoim punkcie.
Czyżbyś była zazdrosna? – Tym razem mężczyzna roześmiał się w głos, dzięki czemu i ona się uśmiechnęła. – Jestem tylko twój, a za trzy tygodnie już się mnie nie pozbędziesz.
– Och, nawet nie miałam tego w planach. – Uśmiechnęła się do telefonu. Podciągnęła kolana pod brodę i oparła o nie policzek. – Już nie mogę się doczekać.
Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo mi tym schlebiasz. – Usłyszała w słuchawce, że ktoś nawoływał Lucyfera przez co spochmurniała. – Muszę kończyć. Dasz radę się z nią spotkać? Mogę skontaktować się z Michałem i przełożymy to.
– Nie, chce mieć to już za sobą. – Aksle westchnęła cicho. – W końcu to ona nade mną czuwała całe życie, tak? No i będzie Michał.
Do zobaczenia. – Usłyszała jeszcze, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo Lucyfer zakończył połączenie.
Przez dłuższą chwilę siedziała na łóżku zupełnie nieruchomo i wpatrywała się w miejsce, gdzie jeszcze nie tak dawno wisiał obraz. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy przypomniała sobie o planach Lucyfera, o podarowaniu malowidła Michałowi. Koniecznie chciała przy tym być.
Znamię na nadgarstku stało się cieplejsze, a Aksel automatycznie zsunęła stopy na podłogę i ruszyła w stronę drzwi. Żołądek skurczył się jej do rozmiarów orzeszka, ale obiecała sobie, że strach nie przejmie nad nią kontroli i ona o własnych siłach dotrze do salonu.
Rzucać się między Lucyfera, a Samaela, to się nie bałaś – zadrwiła w myślach i biorąc głęboki wdech, zeszła po schodach. Dopiero gdy stanęła w holu, zauważyła, że była na boso. Spojrzała w dół i poruszyła palcami u stóp. Odgarnęła włosy do tyłu i wzruszyła ramionami.
Podeszła do drzwi, chwyciła za okrągłe klamki, a jej serce na ułamek sekundy się zatrzymało, żeby zacząć uderzać z zawrotną prędkością, gdy jej wzrok spoczął na anielicy. Aksel zamrugała kilka razy, ale nic nie powiedziała, tylko wpatrywała się to w Michała, to w kobietę.
– Witaj. – Archanioł uśmiechnął się ciepło, ale wyraz twarzy Aksel nie uległ zmianie, nawet minimalnej.
Zaczerpnęła spazmatycznie powietrze i przyciskając dłoń do ust, przemierzyła pospiesznie salon. Bez słowa objęła anielicę.
– Leksi – wyszeptała, ciasno przylegając do jej ciała. Po kilku minutach oderwała się od kobiety i mrużąc gniewnie oczy, spojrzała na Michała. – Dlaczego nic nie powiedziałeś? Przecież wiedziałeś. Musiałeś wiedzieć.
– Nie byłoby niespodzianki. – Archanioł uśmiechnął się łobuzersko i w ostatniej chwili uniknął ciosu poduszką, gdy Aksel chwyciła jedną z kanapy i bez ostrzeżenia rzuciła.
– I ty! – Wskazała palcem na przyjaciółkę. – Jesteś aniołem! Dlaczego ja o tym nie wiedziałam? Przecież wiesz, że nikomu bym nie powiedziała. Mówiłyśmy sobie o wszystkim.
– Po pierwsze, nie mogłam, wiesz jak jest. A po drugie, to sama zaprowadziłabyś mnie do psychiatry. – Leksi zaśmiała się i wyciągnęła dłoń, którą Aksel ujęła.
– Bardzo możliwe. – Pociągnęła nosem, a wolną ręką otarła policzki. – Ale jeśli pokazałbyś skrzydła, to...
– To sama byś chciała iść do lekarza – przerwała jej anielica. Przyciągnęła Aksel do siebie i jeszcze raz przytuliła. – Poza tym kto wie, w jakim miejscu byś teraz była.
– Ja nadal nie wierzę, że jestem tutaj. – Odsunęła się na odległość ramion i zrobiła głęboki wdech, po czym uśmiechnęła się z czułością w oczach. – Że istnieją anioły i demony, a moim narzeczonym jest sam Lucyfer.
– No chyba najwyższy czas w to uwierzyć. – Michał skupił na sobie uwagę dwóch kobiet. – W końcu zostały ci trzy tygodnie do ślubu.
– Pomożesz mi? – Aksel gwałtownie odwróciła głowę w kierunku Leksi. – Lucyfer przyniósł mi mnóstwo magazynów i stwierdził, że będzie tak jak ja chcę. Niby fajnie, ale on sobie idzie do piekła, a ja zostaję z tym bałaganem sama. – Westchnęła głośno z niezadowoleniem. – Każdy facet chciałby przyjść na gotowe, a ty się martw i planuj.
– Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mi ciebie brakowało. – Anielica uśmiechnęła się szeroko, przypatrując się swojej, niegdyś, podopiecznej.
– Mi ciebie również. A ile mam pytań! I jeszcze więcej muszę ci opowiedzieć! – Chwyciła Leksi za dłoń i pociągnęła, po czym zatrzymała się gwałtownie. Spojrzała na Michała przez ramię, przygryzając wargę. – Mogę ją porwać? Czy musi wracać?
– Leksiana jest zwolniona z wszelkich obowiązków przez najbliższe tygodnie, więc jeśli tylko zechce, jest do twojej dyspozycji. – Anioł rozłożył skrzydła, a Aksel i tak wstrzymała oddech z zachwytu, choć widywała je już wielokrotnie. – Ja już nie będę wam potrzebny. Zobaczymy się na ślubie.
Aksel mrugnęła, a Michała zniknął. Uśmiechnęła się i przeniosła spojrzenie na swoją przyjaciółkę. Nie mogła uwierzyć, że dziewczyna, która wyciągała ją na imprezy i do barów, w rzeczywistości była aniołem.