poniedziałek, 12 czerwca 2017

- 3.6 -

Po prostu stał przed nią i wpatrywał się w jej twarz. Widział w jej oczach czystą radość, nawet najmniejszego cienia strachu, czy pogardy. Właśnie tego pragnął, tylko o tym marzył, żeby wróciła i go chciała.
Uśmiechała się wciąż szeroko i nie mógł się powstrzymać, żeby przestać gładzić ją po policzkach, po włosach... Jej obecność wydawała się tak nierealna, że bał się, iż tylko zamknie oczy, a ona zniknie.
– Nigdzie się nie wybieram – wyszeptała, odgadując jego myśli, po czym wtuliła twarz w jego tors. – Zostanę z tobą, jeśli tylko tego chcesz.
Zesztywniał jak rażony piorunem i delikatnie odsunął ją od siebie, żeby spojrzeć jej w oczy. Dostrzegł w nich ciekawość wymieszaną z oczekiwaniem na jego odpowiedź. Zamrugał kilkukrotnie, uświadamiając sobie, że właśnie to ona dawała mu czas na podjęcie decyzji i oswojenie się z sytuacją.
– Sądzisz, że mógłbym cię nie chcieć? – Przekrzywił delikatnie głowę.
Z jej ust wydobyło się ciche westchnienie, a powieki na moment przysłoniły brązowozłotą tęczówkę.
– Ani razu nie powiedziałeś, że chcesz – wyszeptała i spojrzała na niego nieśmiało. Znów przypominała zagubione dziecko, które boi się, co nastąpi w kolejnej sekundzie.
Lucyfer uśmiechnął się w niemal pobłażliwy sposób, po czym przyciągnął ją do siebie tak blisko, że przylgnęła do jego ciała. Odgarnął jej włosy z twarzy i pochylił się. Pocałował ją czule, niemal z czcią, na którą według niego w pełni zasługiwała. Była kimś znacznie ważniejszym niż wybrany człowiek, czy anioł. Dla niego stanowiła nadzieję, jego prywatne szczęście.
Nagle oderwał się od jej ust, a za jego plecami wyrosły ogromne skrzydła. Czarne pióra mieniły się delikatnie w blasku płomieni pochodni, co tylko dodawało im uroku. Aksel wciągnęła powietrze ze świstem i w niemym zachwycie wpatrywała się drgające delikatnie skrzydła. Wyciągnęła dłoń ponad ramieniem Lucyfera, chcąc ich dotknąć. Jednak tego nie zrobiła. Jej palce zatrzymały się zaledwie kilka centymetrów od nich, a kobieta posłała pytające spojrzenie brunetowi.
– Śmiało – odparł bez chwili wahania, a na jego ustach błąkał się uśmiech.
Przymknął oczy, gdy palce Aksel z niezwykłą wręcz delikatnością przesunęły się po grzbiecie lewego skrzydła. Przez jego ciało przetoczył się przyjemny dreszcz, pozostawiając po sobie ciepło.
Nigdy nie pozwalał dotykać swoich skrzydeł, zresztą jak każdy anioł, ale wiedział, że jej może zaufać. Poza tym, gdy otworzył oczy i ujrzał zachwyt na jej twarzy, utwierdził się w przekonaniu, że nawet gdyby miał rogi i diabelski ogon, jej by to nie przeszkadzało. Była światłem, który rozświetlał jego mroczne życie i tylko to się liczyło.
– Są piękne – wyszeptała, przenosząc spojrzenie na jego twarz.
Objął ją ciaśniej i otoczył skrzydłami, a w kolejnej sekundzie znaleźli się w pomieszczeniu, w którym panowała zupełna ciemność. Aksel szczelnie przylegała do ciała Lucyfera, dzięki czemu czuł dokładnie moment, gdy jej klatka piersiowa zaczęła unosić się znacznie szybciej niż powinna.
Schował skrzydła i delikatnie odsunął od siebie kobietę. Odszedł kilka kroków, jak się okazało włączyć światło. Przytłumiony blask lampy umieszczonej na suficie, rozproszył panujący w pomieszczeniu mrok.
Aksel zamrugała kilkukrotnie, chcąc się przyzwyczaić oczy do zmiany otoczenia. Rozejrzała się wokół siebie, a na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech.
– Twoja sypialnia – stwierdziła łagodnym tonem i usiadła na łóżku.
– Powinnaś odpocząć.
– Przecież spałam. I to znacznie dłużej niż normalny człowiek. – Spojrzała z zainteresowaniem na Lucyfera, a na jego twarzy dostrzegła coś czego nie widziała przez cały rok, troskę.
– Nie do końca można nazwać to snem. – Podszedł do niej i obejmując jej twarz dłońmi, musnął jej usta w delikatnym pocałunku. – A już na pewno jesteś głodna. – Aksel zaśmiała się wprost w usta Lucyfera, gdy głośno zaburczało jej w brzuchu. Mężczyzna uniósł wysoko brwi, ale nie mógł się powstrzymać, żeby się nie roześmiać. Potrząsnął delikatnie głową. – Przyniosę ci coś dobrego.
Po wyjściu Lucyfera, Aksel ziewnęła szeroko. Zdecydowanie miał rację, że była zmęczona, choć nie zwracała na to uwagi. Podekscytowanie, że w końcu wszystko pamiętała skutecznie maskowało wyczerpanie i chęć odpoczynku.
Przysłoniła usta dłonią, gdy ponownie ziewnęła. Zaśmiała się dźwięcznie i wstała z łóżka, kierując się do łazienki. Po drodze ściągnęła z siebie sukienkę, pozostawiając ją po prostu na podłodze. Włączyła światło i od razu skierowała się w stronę prysznica. Przekręciła kurek z ciepłą wodą, a po chwili z zimną. Zdecydowanie potrzebowała chłodniejszej wody dla otrzeźwienia. Umyła dokładnie całe ciało i włosy, a gdy wyszła owinęła się szczelnie miękkim, białym ręcznikiem, który wzięła z półki wbudowanej w ścianę łazienki.
Weszła do sypialni, przeciągnęła się i kolejny raz ziewnęła szeroko. Lucyfer jeszcze nie wrócił, więc położyła się na łóżku, chcąc na niego poczekać, ale nawet nie zarejestrowała momentu, w którym zasnęła.

***

Wszedł do pokoju i już w progu przystanął. Uśmiechnął się pod nosem i przez chwilę po prostu wodził wzrokiem po kobiecym ciele okrytym ręcznikiem. Zdecydowanie mógłby przywyknąć do tego widoku; do Aksel w swoim domu, łóżku, wiecznym życiu. Właśnie z tą myślą zamknął za sobą drzwi, a tacę z jedzeniem postawił na nocnym stoliku. Wyłączył sufitową lampę, ale za to włączył małą lampkę, która dawała słaby, ciepły blask. Powoli, tak żeby nie obudzić śpiącej kobiety, podniósł ją z łóżka, odsunął kołdrę i ułożył Aksel na poduszkach. Odgarnął jej kilka wilgotnych kosmyków z czoła, po czym przykrył ją ciemnym materiałem. Gdy tylko Lucyfer się odsunął, ona mruknęła coś niewyraźnie, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni telefon, po czym go wyciszył, nawet wyłączył wibracje i położył go na komodzie. Na chwilę zawiesił wzrok na obrazie przedstawiającym teoretyczną walkę jego z Michałem. Tylko że, to była totalna bzdura. Przecież Michał nie wygnał go z Niebios. Nawet nie przyłożył do tego palca, ale cóż... Ludzie sądzili inaczej. Spojrzał przez ramię na łóżko, a wszystkie przygnębiające myśli zwyczajnie zniknęły. Liczyło się tylko to, co ona o nim myślała, reszta nie miała znaczenia.
Potarł dłonią po policzku, wracając spojrzeniem do malowidła zawieszonego na ścianie. Przekrzywił delikatnie głowę, zastanawiając się, co mógłby powiesić w tym miejscu. Może zdjęcia? Ludzie oprawiali w ramki i wieszali na ścianach, czy też przechowywali w albumach fotografie siebie i swoich bliskich, ukochanych. Jeśli Aksel będzie chciała mieć na tej ścianie zdjęcia, sam je tam umieści. Z tą myślą ściągnął obraz i zamknął go w garderobie. Później pomyśli co z nim zrobić. Może sprzeda? Albo umieści gdzieś w innym pokoju. Albo podaruje go Michałowi. To był zdecydowanie dobry pomysł. Już oczami wyobraźni widział minę brata i jego oburzenie, co dodatkowo poprawiło mu humor.
Lucyfer przeszedł przez pokój do okna, nadal uśmiechając się z zadowoleniem. Odsunął zasłonę i spojrzał na ciemne niebo. Czuł się najzwyczajniej w świecie szczęśliwy. Nawet złość na Ojca zeszła gdzieś na dalszy plan. Odzyskał Aksel, tylko to się liczyło.