poniedziałek, 15 maja 2017

- 3.4 -

Cichy szum stawał się coraz bardziej natarczywy, dzięki czemu skutecznie wybudzała się z otępiałego snu. Niechętnie zamrugała kilka razy, a już po chwili jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości. Pozostawała w bezruchu, wodząc wzrokiem po obrazie, który miała przed sobą. Niepewna tego gdzie się znajduje i co się tak właściwie wydarzyło, ostrożnie uniosła głowę, a już po chwili podpierając się na rękach, podźwignęła się na kolana. Otarła policzek z piasku i omiotła spojrzeniem wszystko wokół. Znajdowała się na plaży nad brzegiem bezkresnego morza. Słońce majaczyło wysoko na błękitnym niebie i przyjemnie grzało. Co jakiś czas zabłąkana fala docierała dalej niż pozostałe, mocząc jasny materiał sukni, którą dziewczyna miała na sobie. Ale to w żaden sposób jej nie przeszkadzało. Czuła się zaskakująco spokojna, zważając na przebywanie w miejscu, o którym nic nie wiedziała.
Może umarłam?
Skierowała wzrok na ścianę lasu, który graniczył z plażą. To by wiele wyjaśniało. Ostatnim co pamiętała był Lucyfer, który wziął ją na ręce i... Właśnie. I co? Dalej nie widziała nic. Wydawało się, że jej pamięć szwankuje, co powinno ją przynajmniej zaniepokoićale nic takiego nie odczuwała. Wiedziała, że niebawem wszystko się wyjaśni, że znalazła się w tym miejscu z jakiegoś konkretnego powodu, choć go nie znała. Jeszcze nie w tym momencie.
Wzięła głęboki wdech i stanęła na nogi. Odgarnęła z twarzy zabłąkane kosmyki i jeszcze raz zlustrowała otoczenie w poszukiwaniu jakiejkolwiek wskazówki, ale nic takiego nie zauważyła. Znajdowała się w raju. Tylko tyle potrafiła stwierdzić z przekonaniem.
Gdzieś na skraju lasu dostrzegła znikomy ruch. Powoli odwróciła się w tamtym kierunku. Na gałęzi siedział kolorowy ptak. Wielkością dorównywał nawet orłom, ale jego upierzenie wskazywało na to, że bliżej mu do papugi. Jednak dziewczyna była pewna, że ów ptaszysko nie należało do żadnej z tych grup, śmiała nawet podejrzewać, że taki gatunek nie występuje na ziemi, albo przynajmniej nie został jeszcze odkryty.
Ptak przekręcił głowę i wyglądał, jakby się przyglądał nieznajomej. Po chwili rozpostarł skrzydła, a następie odbił się od gałęzi, która pod jego ciężarem znacząco się ugięła. Wzbił się w powietrze, a jego skrzydła w słońcu mieniły się kolorami tęczy, sprawiając, że na ustach dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech. Ptak zatoczył kilka kręgów nad jej głową, wydał z siebie skrzek i z powrotem skierował się w kierunku lasu.
– Hej! – krzyknęła za nim i nie zastanawiając się nad tym, co tak właściwie robi, zebrała materiał sukni w dłonie i rzuciła się biegiem w kierunku drzew.
Początkowo sądziła, że przedzieranie się przez las będzie stanowiło dla niej nie lada wyzwanie, ale nic bardziej mylnego. Zdawało się, jakby drzewa rosły w taki sposób, żeby tworzyć między sobą ścieżki i nie wchodzić sobie w paradę. Zmarszczyła nos, przyglądając się poszyciu i swoim bosym stopom. Wszędzie rosła gęsta, miękka trawa, która przy każdym kolejnym kroku delikatnie uginała się pod naciskiem. Ale na niej nie leżał ani jeden listek, czy igiełka, żadnych połamanych gałązek, czy kawałków kory, tylko wszechobecna zieleń, gdzieniegdzie udekorowana kolorowymi kwiatami. Puściła materiał, a on z cichym szelestem opadł do samej ziemi. Założyła włosy za uszy, po czym uniosła głowę. Między baldachimem gałęzi i liści przebijały pojedyncze promienie słońca, dodając lasu uroku, ale i tajemniczości. Mimo wszystko las jej nie przerażał, miała pewność, iż nic złego ją w nim nie spotka. Jednak fakt, że tkwiła w nieznanym jej miejscu, w dodatku będąc zupełnie samą, niezbyt dodawał otuchy.
Obróciła się wokół własnej osi, dokładnie przyglądając się drzewom. Przygryzła dolną wargę, bo dotarło do niej, że nie wiedziała, w którym kierunku powinna się udać. Nigdzie nie dostrzegała choćby skrawka plaży, a nawet szum morza ucichł i przez krótką chwilę jedynym dźwiękiem, który słyszała, był jej własny oddech. Przełknęła z trudem ślinę, starając się jednocześnie podjąć jakąś racjonalną decyzję. Wtem gdzieś nad nią rozbrzmiał kolejny skrzek. Poderwała głowę i znów zobaczyła kolorowego ptaka. Gdy na niego patrzyła, on poderwał się do lotu i z gracją przelatywał między drzewami, ani razu o żadne nie zahaczając.
Biegła przez las z wzrokiem wbitym w tajemnicze stworzenie, które ją rozumiało. Przynajmniej tak sądziła, zważając na to, że gdzieś ją prowadziło. Kilka minut podążała za ptakiem i ze zdziwieniem przyjęła, że nie odczuwała najmniejszego zmęczenia. Wręcz odwrotnie. Jej organizm odżywał, nabierał energii, jakby obudziła się z długiego snu. Zatrzymała się gwałtownie i zamrugała kilkukrotnie, uświadamiając sobie, że znajdowała się na polanie. Klatka piersiowa unosiła się i opadała szybciej niż zazwyczaj, ale odczuwała z tego powodu tylko przyjemność. Odgarnęła włosy na plecy, a wzrokiem szukała kolorowego przewodnika, jednak nigdzie go nie dostrzegła.
Bezwiednie potarła skórę na lewym nadgarstku. Uniosła dłoń na wysokość oczu. Przekrzywiła głowę , przyglądając się znamieniu, które zdobiło jej rękę. Zmrużyła oczy, szukając w pamięci informacji na jego temat. Westchnęła cicho, bo jedyne co była w stanie przywołać, to biała plama. Wiedziała, że ten symbol jest ważny, ale nie miała pojęcia co oznacza.
Poczuła na twarzy delikatny powiew, który przyjemnie omiótł jej skórę i wplątał się we włosy, a gdy zaczęła się w niego wsłuchiwać, dotarło do niej ciche nucenie.
A więc nie była tu zupełnie sama. Prócz niej i egzotycznego ptaka, w tym niezwykłym miejscu znajdował się ktoś jeszcze. Przymknęła powieki, chcąc namierzyć źródło dźwięku, ale okazało się to niemożliwe. Delikatna melodia otaczała ją ze wszystkich stron, a co zaskakujące, wydała się dziewczynie znajoma. Skupiła się na pojedynczych dźwiękach, a już po chwili sama zaczęła nucić. Przyszło jej to zupełnie naturalnie, jakby ta na pozór nic nie znacząca melodyjka, towarzyszyła jej przez całe życie.
Kołysanka...
Wtem znamię zapiekło rozkosznie, a dziewczyna otworzyła oczy i wiedziona instynktem, skierowała się w kierunku zwisających luźno pnączy, których wcześniej nie widziała, albo ich po prostu tam nie było. Ale jakie to miało teraz znaczenie? Chciała odpowiedzi, a coś wewnątrz jej podpowiadało, że właśnie tam je znajdzie.
Odsunęła rośliny dłonią, postawiła kolejny krok, a w następnej sekundzie znalazła się w zupełnie innym miejscu niż plaża, las, czy polana. Stała pośrodku pięknego ogrodu. Wszędzie rosły kolorowe kwiaty o intensywnych woniach. Rozglądała się z zachwytem w oczach, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Było to niezaprzeczalnie piękne miejsce i mogłaby zostać w nim na zawsze, gdyby nie tak znajomy głos, który nie przestawał nucić dziecięcej kołysanki. Z każdym kolejnym krokiem przybliżała się do źródła owej melodii, a serce przyspieszyło w ekscytacji.
Niemal zaczęła biec, gdy minęła niewielkie wzniesienie, a w oddali ujrzała postać, zwróconą do niej plecami. Jednak, gdy odległość sukcesywnie się zmniejszała,  budziły się wątpliwości. Ale czy miała inne wyjście? Zacisnęła zęby i z determinacją wypisaną na twarzy, pokonała ostatnie metry.
Tajemnicza postać okazała się młodą kobietą, która siedziała na płaskim kamieniu z zadartą suknią do kolan, a stopami kreśliła wzory w wodzie. Nieznajoma wpatrywała się w tęczowe rybki, które pływały przy brzegu i nagle przestała nucić. Powoli odwróciła głowę w kierunku dziewczyny, a jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
– Nareszcie. Zaczynałam tracić nadzieję. – Wstała na równe nogi, odrzuciła włosy na bok, a radość nie znikała z jej spojrzenia. – Nie poznajesz mnie? Chociaż wydaje się to dość logiczne. Zważając na to, co przeszłaś. – Kobieta zamyśliła się na jedną chwilę, a w tym czasie jakiś cień przemknął przez jej twarz, lecz od razu zniknął. – Może powiesz co pamiętasz?
– Kołysanka – wyszeptała niemal niesłyszalnie, ale odchrząknęła i powtórzyła nieco pewniejszym głosem. – Melodia, którą nuciłaś. Znam ją, to kołysanka.
– Yhm... – przytaknęła, po czym znów się uśmiechnęła, zachęcając dziewczynę do mówienia.
– Pamiętam Lucyfera... Pomógł mi, gdy... – Zamilkła, próbując uchwycić mgliste wspomnienie, które majaczyło gdzieś na skraju świadomości i tylko czekało, aż je pochwyci. – Gdy zaatakował mnie anioł. Kobieta.
– Mishaja.
– Tak, ale... skąd ty o tym wiesz? Kim jesteś?
– Przecież wiesz. Bariera zniknęła, musisz sobie tylko przypomnieć.
– Ja... – Spojrzała na kobietę, a jej wzrok spoczął na wewnętrznej stronie lewego nadgarstka. Uniosła dłoń, na której widniało znamię. – Też to masz... Triqutra... Ty jesteś Aksel...
– My jesteśmy Aksel. – Uśmiech kobiety stał się jeszcze szerszy. – Tylko, że ja jestem tą częścią nas, która pamięta co się stało przed naszą śmiercią.
– Całe dawne moje życie...
– Nasze życie – poprawiła ją. – To nie jest tak, że istniejemy osobno. Jesteśmy jednością. Tą samą osobą. Mishaja próbowała mnie wymazać, ale nie udało jej się. Nawet z pomocą Samaela nie była do tego zdolna.
– Ale dlaczego?
Miłość. Zawsze chodzi o miłość. Upadek Lucyfera, nasza śmierć i powrót, atak Mishaji... – Zastanowiła się, po czym potrząsnęła głową. – Najważniejsze, że jesteśmy tutaj obie i możemy odzyskać życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz