W
pokoju robiło się coraz jaśniej. Nawet grube zasłony zaciągnięte
na oknach wpuszczały do środka złote promienie. Erimia jęknęła
cicho i obróciła się na drugi bok. Zwinięta w kłębek na łóżku
próbowała zignorować narastający w niej niepokój. Chciała spać,
chciała nie mieć koszmarów, choć to, co jej się śniło, nie
było do końca złe. Było dziwne i niezrozumiałe.
Strzępy
obrazów ciągle wirowały w umyśle, bez najmniejszej chwili
wytchnienia. Wypuściła powietrze z płuc, kładąc się
jednocześnie na plecach. Przed oczami miała twarz Aksel, ale nie
taką ze zdjęcia. Ta była uśmiechnięta, a jej oczy błyszczały.
Gdy próbowała się na tym skupić, zaczynała boleć ją głowa.
Uniosła
dłonie, żeby rozmasować skronie. Taki niewielki gest, który
przynosił niewyobrażalną ulgę. Niestety, niezrozumiały lęk
nadal był obecny. Zastanowiła się przez chwilę na temat tego
uczucia. I stwierdziła, że to nie do końca był lęk. To coś
bardziej przypominało strach wymieszany ze złością. Ale przecież
ona nie miała powodu się na kogokolwiek wściekać.
No,
może nie do końca, bo powód i osoba by się znalazła, ale
przecież nie była na niego zła. Uśmiechnęła się smutno pod
nosem, współczuła Lucyferowi, choć on z pewnością nie znał
takiego uczucia. Z drugiej strony informacje, które otrzymała od
Theodora, były zaskakujące. Sam diabeł potrafił kochać...
Postanowiła
wstać, ale zrobiła to bardzo powoli, żeby sprawdzić, jak
zareaguje jej ciało. Przez moment cały pokój wirował, ale
ostatecznie wrócił do normy. Odetchnęła głęboko, próbując
zmniejszyć strach, który wspinał się coraz wyżej po jej skórze.
Jakby chciał dosięgnąć umysłu i zacisnąć na nim szpony.
Delikatnie potrząsnęła głową, odganiając od siebie bezsensowne
myśli. Zdecydowanie miała zbyt wybujałą wyobraźnię.
Ale
skąd to dziwne uczucie? Z pewnością nie należało do niej.
Próbowała odnaleźć jego źródło. Nikogo z nią nie było.
Wydawało się, że na korytarzu za drzwiami panuje cisza, ale coś
nie dawało jej spokoju. Zupełnie jakby ktoś obcy, wewnątrz niej,
miał zamiar zadać mnóstwo cierpienia.
Przymknęła
oczy, skupiając się na tym uczuciu całą sobą. Czuła, jak z
każdym uderzeniem serca oddala się od zewnętrznego świata.
Przestały docierać do niej dźwięki, nie czuła zapachu unoszącego
się pokoju. Zdawało się nawet, że nie odczuwała podnoszącej się
temperatury znamienia, a z pewnością jeszcze chwilę temu zaczynało
się nagrzewać. Za to poczuła zmianę, jakby teraz to ona była w
kimś, a nie na odwrót.
Ostrożnie
uniosła powieki i zamarła. Próbowała rozejrzeć się dookoła,
ale nie mogła. Nie panowała nad tym, co widzi, bo patrzyła czyimiś
oczami. A najgorsze było to, że widziała przed sobą anioła.
Leżał bez ruchu na błotnistej ziemi, która brudziła jego
ubranie, twarz, skrzydła. Wydawał się być martwy, ale wiedziała,
że takim nie był. Jego oprawca miał za mało mocy, żeby zabić
archanioła.
Erimia
miała ochotę krzyczeć. Czuła, jak łzy spływają strumieniami po
jej policzkach. Płakała z bezsilności. Wiedziała, że to Michał,
albo raczej wiedział to jego oprawca i przejęła tą wiedzę. Czuła
również jego triumf, kiedy odwrócił się na pięcie i wyszedł,
jak się okazało, z groty, a wtedy połączenie się przerwało.
Nieoczekiwanie
wróciła do swojego ciała i to z takim impetem, że upadła na
podłogę. Dysząc ciężko, próbowała podźwignąć się do
pozycji siedzącej. Była w pokoju. Obraz miała zamazany przez łzy.
Szybko wytarła twarz, próbując jednocześnie odnaleźć z powrotem
w sobie obce emocje. Musiała jeszcze raz się połączyć. Musiała
wiedzieć, gdzie jest Michał, który potrzebował pomocy.
Tylko
jak ona miała mu pomóc? Obce uczucie zniknęło i nie miała
żadnego punktu zaczepienia. Mogłaby iść do Lucyfera, w końcu
tylko tego jednego anioła znała, ale co mu powie? Poza tym bracia
chyba nie byli w najlepszych stosunkach, więc wątpiła, że będzie
chciał pomóc.
Na
czworaka dotarła do łazienki. Podtrzymując się umywalki,
podciągnęła się na nogi. Odbicie w lustrze ją wystraszyło. Była
niezwykle blada, prawie przezroczysta. Na czole perliły się
kropelki potu, a usta nadal drżały, zresztą jak całe ciało, choć
nie była pewna, czy to przez to, co się wydarzyło, czy raczej
przez zimno, które odczuwała aż w kościach.
Odkręciła
ciepłą wodę pod prysznicem, a para, która wydobywała się na
łazienkę, zaczęła ogrzewać pomieszczenie. Z trudem ściągnęła
ubranie, a potem weszła pod kojące strumienie. Nie miała siły
stać na nogach, więc skuliła się w brodziku i pozwoliła, żeby
woda po prostu spływała, rozgrzewając zmarzniętą skórę.
Nie
wiedziała, jak dużo czasu spędziła w łazience, ale chyba
zdecydowanie więcej, niż zamierzała. Poza tym nadal nie wiedziała,
co ma zrobić. To, co widziała, nie było przypadkiem. W jej życiu
nigdy nie było przypadków, zawsze wszystko miało swój cel i z
pewnością to też.
Usiadła
na łóżku i osuszała włosy ręcznikiem. Czuła się już lepiej,
nie była roztrzęsiona. Analizowała na spokojnie wszystkie opcje,
jakie miała. I wszystkie wydawały się równie absurdalne. Czy to
proszenie Lucyfera o pomoc, czy to szukanie Michała po wszystkich
możliwych jaskiniach na świecie albo pytanie o radę Theodora. A, i
jeszcze Luna z szalonym pomysłem o proszenie o pomoc anioły.
Zaśmiała się na samą myśl. Który to był? Ach tak, Rafał.
–
Rafale,
potrzebuję twojej pomocy – rzuciła przed siebie, po czym poszła
do łazienki odnieść ręcznik.
Wracając,
aż podskoczyła, bo w pokoju stał mężczyzna. Był on w długiej,
bladoniebieskiej szacie. Wyglądał na starca, ale oczy miał młode
i bystre. Może siwa broda go postarzała albo faktycznie był
wiekowy.
–
Kim
jesteś i co tu robisz? – Erimia rozglądała się gorączkowo za
czymś do obrony.
Z
ust mężczyzny zniknął ciepły uśmiech. Zmarszczył brwi i
przyglądał się jej badawczo. Gdy zrobił krok w jej stronę, ona
automatycznie się cofnęła. Westchnął cicho, jednocześnie kręcąc
głową z niedowierzaniem.
–
Jestem
Rafał – przedstawił się. Zawahał się przez moment, zanim
zdecydował się kontynuować. Był tak samo zaskoczony swoim
przybyciem, jak i ona. – Wzywałaś mnie, nie mogłem nie
posłuchać.
–
To
jakiś żart, tak?
–
Dlaczego
miałbym żartować? Odciągnęłaś mnie od moich obowiązków, więc
mów szybko, czego chcesz.
Erimia
przez chwilę to otwierała, to zamykała usta. Jakby nie mogła się
zdecydować, co mu powiedzieć. Ostatecznie wypuściła zrezygnowana
powietrze z płuc. Rozłożyła ręce i odpowiedziała zgodnie z
prawdą:
–
Nie
wiem. Słyszałam, że jeśli poproszę o pomoc anioła, to może mi
pomóc. Nie sądziłam, że któryś się zjawi.
–
Ale
nie prosiłaś o pomoc. Ty mnie wezwałaś. – Rafał rozejrzał się
w zamyśleniu po pomieszczeniu, po czym podszedł do łóżka i na
nim usiadł.
–
Nie
rozumiem.
–
Wypowiedziałaś
moje imię, i że mnie potrzebujesz. Widocznie masz taki dar, że
przywołujesz anioły. – Wzruszył ramionami, jakby to nie było
niczym szczególnym, a Erimia wpatrywała się w niego z otwartymi
ustami.
Rafał
wydawał się beztroski jak na anioła, a jego wygląd w ogóle nie
pasował do sposobu bycia.
–
Możliwe,
że to przez to? – zapytała z nadzieją w głosie, pokazując
triquetrę.
Mężczyzna
objął delikatnie nadgarstek Erimii. Dłuższą chwilę przyglądał
się znamieniu dziewczyny, wodząc po nim opuszkami palców. Gdy
skończył oględziny, uśmiechnął się do niej ciepło z odrobiną
współczucia.
–
Nie
jest wykluczone. Ale niestety nie wiem. Musiałabyś porozmawiać z
Michałem, to on naznacza dusze, a to z pewnością jego robota.
–
Ale...
– zawahała się, jakby nie była pewna, czy powinna wyjawiać mu
cokolwiek. Pierwszy raz widziała tego anioła i choć miała
pewność, że to faktycznie Rafał, nie była pewna, czy powinna mu
ufać. Tylko czy miała inną możliwość? Na razie jako jedyny
cokolwiek powiedział. – Michał sprawdzał moje wspomnienia i nie
powiedział nic na temat znamienia. Jakby w ogóle nie istniało.
–
Pewnie
przez to. – Wskazał na koraliki, które podciągnęła, żeby nie
zasłaniały triquetry. – Mają anielską moc. Powodują, że
anioły nie są w stanie dostrzec znaku ani na ciele, ani wspomnień
z nim związanych. Chyba że sama pozwolisz go zobaczyć.
–
To
wszystko jest takie dziwne. – Usiadła zrezygnowana obok mężczyzny.
–
Życie
potrafi zaskakiwać, zwłaszcza ludzi – przytaknął w zamyśleniu.
– Jak już mówiłem, mam sporo zajęć, więc jeśli pozwolisz,
wrócę do nich.
–
Zaczekaj!
– Chwyciła go za rękę, gdy wstał i rozłożył skrzydła. Na
moment zaparło jej dech w piersi. Były przepiękne. Ogromne,
śnieżnobiałe z bijącym od nich delikatnym ciepłem. Z trudem
powstrzymywała się, żeby ich nie pogłaskać. – Możesz
powiedzieć, gdzie dokładnie znajduje się Michał?
–
Oczywiście.
– Zastanowił się przez chwilę. – A nie możesz go po prostu
wezwać?
–
Mam
przeczucie, że nie odpowie. – Uśmiechnęła się słabo, na co
anioł wzruszył ramionami.
Erimia
uważnie przyglądała się mężczyźnie, gdy ten namierzał swojego
brata. Początkowo chciała mu powiedzieć, co widziała, ale
triquetra zrobiła się boleśnie ciepła, co znaczyło tyle, że
sama musi się tym zająć.
Rafał
zmarszczył czoło, ale nic nie powiedział. Podszedł do dziewczyny
i położył dłoń na jej głowie, a wtedy i ona poznała położenie
Michała.
–
Dziękuję
– wydusiła z siebie, a anioł rozłożył szeroko skrzydła i po
prostu rozpłynął się w powietrzu.
Robi się coraz poważniej. Zdolności Erimii są coraz bardziej zadziwiające, poza tym zdecydowanie mają z kimś związek – to, że patrzy oczami anioła, który ją naznaczył… Szczerze zmartwiłam się stanem Michała, bo zdążyłam go polubić. Erimia zresztą też nie mogła zostawić go samego, co w sumie mnie nie dziwi – ogólnie ma w sobie dużo altruizmu, zresztą tak jak i Aksel :)
OdpowiedzUsuńOch, jasne, że nie pobiegła po pomoc do Lucyfera – ona również widziała, że nie przepadają ze sobą z Michałem. Modlitwa to trochę desperacja, ale w sumie przy próbie ratowania archanioła… Czemu nie? Wiedziałam, że Rafael się pojawi, ale i tak śmiechłam przy scenie ich spotkania xD Próbuję sobie wyobrazić, jak musiała się poczuć Erimia, kiedy po wejściu z łazienki zobaczyła uśmiechniętego staruszka, który jak gdyby nigdy nic pyta, czego dusza pragnie, skoro go zawołała :V
Mam mieszane uczucia do tego anioła. Niby pomocny, niby wyjaśnił czym jest ten symbol, jaki dar ma Erimia i dlaczego wspomnienia o znamieniu zostały zamazane, ale… I tak zadziwia mnie jego bierność. Wyczuł, że Michał potrzebuje pomocy, nie? A jednak wysłał śmiertelniczkę i niech radzi sobie sama, nieładnie… Więc jedna w niebie też są dupki, ech.
Nessa.